• Kowalski jak zwykle przyszedł spóźniony do pracy i zbiera standardowy ochrzan od szefa:
    - Był pan w wojsku, Kowalski?
    - Byłem.
    - I co tam panu mówił sierżant jak się pan spóźniał?!
    - Nic szczególnego... "Dzień dobry, panie majorze"...

  • Pewien przedsiębiorca szukał nowego pracownika. Na rozmowę kwalifikacyjną stawiło się 4 kandydatów - matematyk, ekonomista, filozof i prawnik. Do sali
    wchodzi filozof i słyszy pytanie:
    - Ile jest 2 razy 2?
    - No więc, uwzględniając tutaj kontekst filozoficzny, wpływ filozofii dalekiego wschodu...
    - Dziękujemy panu, skontaktujemy się z panem - przerywa mu prezes.
    Drugi wchodzi ekonomista i dostaje to samo pytanie.
    - Ile jest dwa razy dwa?
    - Biorąc pod uwagę długofalowy wpływ rynku azjatyckiego na naszą sytuację ekonomiczną...
    - Dziękujemy panu, skontaktujemy się z panem.
    Trzeci wchodzi matematyk.
    - Ile jest dwa razy dwa?
    - Cztery.
    - Dziękujemy, będziemy z panem w kontakcie.
    Ostatni wchodzi prawnik.
    - Ile jest dwa razy dwa?
    Rozgląda się, wstaje zamyka drzwi na klucz, zasuwa żaluzje.
    - A ile ma być ??

  • Listonosz odchodzi na emeryturę. Mieszkańcy jego rewiru postanowili go pożegnać, każdy ma swój własny pomysł.
    Przychodzi do pierwszego domu, a tam otwiera facet, który bierze listy i wręcza mu czek na 200zł.
    W drugim domu dostaje pudełko kubańskich cygar, w trzecim butelkę dobrej whisky.
    Przychodzi do czwartego, otwiera mu odziana skąpo, ponętna blondynka. Patrzy na niego kocim wzrokiem i zaciąga do sypialni. Jeden, dwa; pięć orgazmów. Po wszystkim kobieta przygotowuje mu wspaniałe danie. Na sam koniec podaje mu kawę i banknot dziesięciozłotowy. Facet z lekka zblazowany drapie się po głowie.
    - To co pani dla mnie zrobiła było wspaniałe, ale po co mi te dziesięć złotych?
    - Zastanawiałam się co panu dać w związku z odejściem na emeryturę. W końcu mąż mi doradził: "Pierdol go - daj mu dychę!"... a kawę sama wymyśliłam.

  • Szef do pracownika:
    - Codziennie przychodzi pan ostatni do pracy...
    - Ale za to pierwszy wychodzę.
    - A to co innego...

  • - Ile będę zarabiał? - pyta młody człowiek podejmujący pierwszą w życiu pracę.
    - Na początek dostanie pan 600 zł, ale później będzie pan mógł zarobić dużo więcej.
    - Doskonale - ucieszył się młodzieniec. To ja przyjdę później.

  • Prezes wielkiej korporacji pyta się swoich pracowników co kupili sobie za 13-ą pensję. Zaczepia dyrektora:
    - No i jak tam, dyrektorze? Co pan sobie kupił za 13-ę?
    - Nowiutkie Audi A8.
    - A resztę?
    - Ulokowałem na koncie w banku szwajcarskim.
    Podchodzi do kierownika:
    - I jak u pana, kierowniku? Na co pan wydał 13-ę?
    - A kupiłem używanego Poloneza...
    - A resztę?
    - Wrzuciłem na książeczkę oszczędnościową.
    Podchodzi wreszcie do robotnika:
    - Co pan sobie kupił za 13-ę?
    - Kapcie.
    - A resztę?
    - Babcia dołożyła.

  • - Tato - spytał synek - czy tę budowę ogrodzili, żeby nikt nie widział, co tam robią?
    - Nie, synku, żeby nikt nie widział, że tam nic nie robią...

  • Kierownik do pracownika:
    - Panie Kowalski, ja już nie mam do Pana siły! Wszystko Pan robi wolno - wolno pracuje, wolno mówi... Czy jest do cholery jakaś rzecz, którą robi Pan szybko?
    - Tak... szybko się męczę.

  • Elektryk do swego pomocnika:
    - Franek, potrzymaj chwilę te druty.
    - Już trzymam.
    - Czujesz coś?
    - Nie.
    - W porządku. Czyli pod napięciem są te obok.

  • W pewnej dobrze prosperującej londyńskiej firmie zwolniło się stanowisko. Na rozmowę o pracę przybyło trzech kandydatów: Niemiec, Francuz i Hindus.
    Aby sprawdzić ich znajomość angielskiego egzaminator kazał im ułożyć zdanie zawierające słowa green, pink i yellow.
    Pierwszy odpowiada Niemiec:
    - When I wake up, I look at the window and I see the yellow sun and green grass, so I think it's will be a really pink day.
    Potem Francuz:
    - When I wake up, I put a green shorts, yellow socks and pink T-shirt.
    A na koniec przychodzi kolej na Hindusa:
    - When I come back home, I heared the telophone, green green, so I pink up the phone and say: Yellow!